Ubrania Maison Martin Margiela z czołowych europejskich butików są dostępne przez
Top10tastes Moda. Możesz je zamówić jednym kliknięciem myszy, a elegancko zapakowana przesyłka zostanie do Ciebie doręczona w ciągu kilku dni.

Biker jacket i żakiet smokingowy Maison Martin Margiela
Modowy iluzjonista
Niewidzialny eksperymentator. Od lat na ustach wszystkich, ale czy ktokolwiek widział go osobiście? Jego kreacje to prawdziwy koncentrat treści - częściej niż na czerwonym dywanie, można podziwiać je w muzeum. Od lat 80. wierny swojej konceptualnej i radykalnej wizji, niedawno zdecydował się pożegnać z modą. I zrobił to w typowy dla siebie sposób – po prostu zniknął.
Szara eminencja
O odejściu
Martina Margieli mówiło się już od dawna. Takie plotki w świecie mody są jednak na porządku dziennym i mało kto traktuje je poważnie - komentatorzy nieprzerwanie typują na przykład następcę Karla Lagerfelda, od lat tworzącego wizerunek domu mody Chanel (najnowszym faworytem jest Alber Elbaz, obecny dyrektor kreatywny
Lanvin). Na szczęście między rozpowszechnianą półgłosem ciekawostką a potwierdzoną przez biuro prasowe informacją istnieje przepaść. Tymczasem - stało się! Debiutujące tej wiosny perfumy marki Margiela są jednocześnie ostatnim projektem osobiście nadzorowanym przez tajemniczego kreatora. Oficjalnie i nieodwołalnie. Wielu ekspertów nie może się pogodzić z takim obrotem spraw.
Maison Martin Margiela, od lat 90. uznawany za opokę anty-mody, dziś należy do Renzo Rosso, włoskiego geniusza marketingu odpowiedzialnego między innymi za komercyjny sukces dżinsów Diesel. Nowy właściciel buntowniczej marki, licząc na wzrost sprzedaży i zwiększenie rozpoznawalności, planuje poszerzyć asortyment i klientelę, a także utemperować jej polemiczny i kontrowersyjny wizerunek. Oczywiście zamierza czerpać z jej tradycji, jednak planowana reorganizacja ma być kolosalna i, jak stwierdza sam Signor Rosso, w tej chwili najważniejsza jest przyszłość.
Diabeł tkwi w szczegółach
Zastosowanie nieszablonowych materiałów, zaskakujące rozwiązania konstrukcyjne, czy zabawa proporcjami to tylko niektóre z zabiegów stylistycznych, dzięki którym Margiela zyskał sławę. Dziś zespół jego najbliższych współpracowników – od lat szkolonych pod pilnym okiem mistrza – musi radzić sobie sam. Ciekawe, jak zareagują najwierniejsi klienci? Mowa bowiem o fachowcach świata mody – projektantach, stylistach, dziennikarzach. Wyrafinowany i intelektualny luksus, zaproponowany przez Margielę, szybko stał się pozycją obowiązkową w szafach tzw. fashion insiders, a subtelne, prawie niedostrzegalne znaki rozpoznawcze tworzą dziś ich tajny kod. Jak zidentyfikować i odczytać ten sekretny szyfr? Na przykład dzięki etykietkom - przyszytym ręcznie przy użyciu czterech, białych, widocznych także z zewnątrz, szwów. Kolejna podpowiedź to nazwy poszczególnych linii - a właściwie ich numery, ponieważ każdej oddzielnej kolekcji przypisana jest inna cyfra. I tak 4 symbolizuje kolekcję dla kobiet, 14 ofertę dla mężczyzn, 8 reprezentuje okulary słoneczne, a niedawno dodana 3 odpowiada perfumom. To język zrozumiały jedynie dla wtajemniczonych, jednak - przy odrobinie wysiłku i dużej dozie spostrzegawczości - wszystkie te prawie niewidoczne detale złożą się w logiczną całość.
Czysta magia
Moda w wykonaniu tego belgijskiego projektanta to jednak coś więcej, niż tylko zabawa w chowanego. Jego prace to nie tylko ubrania – to lekcja z historii kostiumu, streszczenie z zajęć krawiectwa, czy wreszcie krótka lekcja o sztuce. Margiela uwielbia zabawy konstrukcją i kontekstem – i tak naprawdę dopiero na końcu dostrzegamy w jego pracach to, że nadają się także do noszenia. Jednym z najciekawszych przykładów jest z pewnością kolekcja zainspirowana ubrankami lalek Barbie. Będzie różowo i kiczowato? Ależ skąd! To czysty konceptualizm. Margiela przeniósł bowiem zastosowane przy tworzeniu miniaturowych strojów proporcje prosto na pełnowymiarowe ubrania. Co to oznacza w praktyce? Olbrzymie guziki, ogromne zamki błyskawiczne, powiększone wielokrotnie sploty tkanin i gigantyczne szwy. Kolejna seria prac, bez wątpienia zasługująca na uwagę, to oznaczona numerem 0 linia Artisanal, w której projektant oddaje się kolejnej swojej pasji – rzeczom vintage. Naszyjnik z kawałków potłuczonej porcelany albo top stworzony z pozszywanych ze sobą kilkunastu skórzanych rękawiczek to tylko przedsmak cudów, które w swym atelier wyprawia Margiela.
Pożegnalny upominek
Wróćmy jednak do ostatniej kreacji projektanta, czyli do perfum. Ten pozornie skromny projekt w dużym stopniu reasumuje typowy dla Margieli styl (jednak nie bez niespodzianek!). Białe, płócienne opakowanie skrywa w sobie niezwykle prosty, wykonany z ciętego szkła flakon o klasycznych liniach. Jego forma jest jednocześnie konwencjonalna i nowoczesna. Z zimnym charakterem zastosowanego materiału harmonizuje biały ornament – wygląda to tak, jakby buteleczka do połowy zanurzona została w białej farbie. Ten, wydawałoby się, nieskomplikowany efekt wymagał podobno licznych doświadczeń i eksperymentów oraz – ostatecznie – zastosowania wyjątkowo nowatorskiej techniki wykonania. W kampanii reklamowej nie weźmie udziału znana modelka, zdjęć nie wykona topowy fotograf. Także nazwa zapachu - Untitled, czyli „bez tytułu” - niczego nie obiecuje, nie sugeruje, nie udaje. Największym zaskoczeniem jest jednak sama esencja – a właściwie jej zielony kolor! To absolutna nowość w ascetycznym i sterylnym świecie tego projektanta. Świeży, trawiasty odcień pięknie kontrastuje zarówno z surowym opakowaniem, jak i z samym aromatem – intrygującym i zmysłowym, ale zmysłowym w nieoczywisty i nieprzewidywalny, typowy dla Margieli, sposób. Tym zaskakującym, wiosennym akcentem projektant zakończył swoją pełną sukcesów karierę, udowadniając, że zwycięstwo można odnieść także nie przestrzegając reguł gry: kontestując istniejące zasady i negocjując własne warunki. Co z tego, że nie ma swojego logo, że nie jest rozpoznawany na ulicy? Jego twórczość nic przez to nie straciła.
Kasia Gumowska
Za artykuł dziękujemy: